Kobieta lat 23. Do CPP zgłosiła się około półtora roku temu. Wcześniej chodziła do wielu specjalistów różnych dziedzin medycyny i żaden nie potrafił jej pomóc. Przy kolejnej wizycie u nowego specjalisty, tym razem kardiologa, usłyszała, że powinna zgłosić się do lekarza psychiatry, ponieważ jej objawy mają najprawdopodobniej podłoże psychologiczne. Na początku wahała się, nie chciała przyjąć do wiadomości, że to nie jest coś zewnętrznego, jakaś choroba, na którą ona nie ma wpływu...
Nie wierzyła, że może to być związane z nią, z jej psychiką. W głowie do tej pory pojawiały się hasła: rak, choroba serca, ale nie choroba psychiczna! Po kolejnym dniu męczarni, z wizją własnej śmierci, odważyła się i poszła.
Wszystko zaczęło się od nagłego, niezwiązanego z niczym napadu lęku, który zaatakował znienacka. Podczas jego trwania każda minuta wydawała się dla niej godziną, myślała, że umiera! Jej serce biło tak szybko, że miała wrażenie, że zaraz wyskoczy, oblał ją zimny pot, nie mogła oddychać. Była przerażona! Gdy objawy ustały ciężko jej było dojść do siebie. Ciągle w pamięci miała ten strach, który odczuwała w trakcie tego incydentu.
Z czasem napady powtarzały się coraz częściej i trwały coraz dłużej. Pacjentka zaczęła nadmiernie koncentrować się na własnym ciele i na ewentualnych obawach, które mogłyby świadczyć o tym ,że zaraz nastąpi napad. Każde szybsze bicie serca wywoływało w niej paniczny lęk. W końcu doszło to do tego, że bała się wyjść do pracy, ze znajomymi, z chłopakiem, bała się, że poza domem może jej się coś stać. W rezultacie pacjentka całe dnie spędzała w domu, w swoim łóżku. Od tej pory odczuwała już nieustający niepokój, który ani na chwilę jej nie opuszczał, a praktycznie każde wyjście z domu kończyło się napadem lęku.
Gdy trafiła do CPP i dowiedziała się, że choruje na zaburzenia lękowe, potocznie zwane nerwicą, była bardzo sceptycznie nastawiona do tego, że leczenie może jej w jakiś sposób pomóc. Zgodziła się na podjęcie farmakoterapii, jednak długo odmawiała psychoterapii, myśląc, że to nic nie da. Dzięki lekom zaczęła lepiej funkcjonować, jej lęk się zmniejszył, rzadziej doświadczała napadów. Była zaskoczona tym, że wreszcie ktoś był w stanie jej pomóc! Kiedy podczas kolejnej wizyty kontrolnej usłyszała od lekarza, że może być jeszcze lepiej, jeżeli tylko podda się dodatkowo leczeniu psychoterapeutycznemu, pacjentka postanowiła spróbować.
Na terapii dowiedziała się na czym polega mechanizm nerwicowy, jak przerywać błędne koło nerwicowe. Nauczyła się wielu technik radzenia sobie i blokowania chorobowych myśli. Zrozumiała, że wychodzenie z choroby to proces, który wymaga wartego podjęcia wysiłku. Pacjentka powoli wracała do normalnego funkcjonowania. Coraz częściej pojawiała się w pracy, aż w końcu powróciła do niej na stałe. Potrafi już od czasu do czasu wyjść ze znajomymi, pójść na zakupy, cieszyć się życiem. Obecnie pacjentka coraz szybciej widzi błędy w swoim myśleniu, częściej udaje jej się opanować chorobowe myśli i nie „nakręcać się” nimi. Jest na dobrej drodze do zdrowienia.
Agnieszka Komarzyńska
psycholog
|